„Z bezrobociem w Polsce jest ponoć dobrze” czytam w nagłówku artykułu na jednej z internetowych stron. Obok artykułu, po prawej stronie na świńskoróżowym tle darmowe ogłoszenia z naciskiem na praca-zatrudnię. Pomyślałam, że artykuł pojawił się w tym miejscu nie bez powodu i przyczyny, a jeszcze do tego z tak dwuznacznym tytułem, który, gdyby się zastanowić, wcale nie mówi o spadku bezrobocia, lub choćby o stabilizacji jego poziomu. Gdy ktoś mnie zapyta, co słychać u mojej siostry, a ja odpowiem, że dawno jej nie widziałam, ale jest z nią ponoć dobrze, to chyba raczej nikomu do głowy nie przyjdzie, że siostra zapadła na śmiertelną chorbę, lub, że jej dni już są policzone.
No i wracając do nagłówka artykułu chciałabym dyskretnie zauważyć, że każdy, praktycznie każdy bezrobotny, czy szukający pracy, który przeczyta takie zdanie, do tego wszystkiego napisane wytłuszczoną czcionką przynajmniej o rozmiarze 26, i jego wzrok zawiśnie na słowie ogłoszenia o pracę, to co zrobi? Oczywiście taki człowiek drżącą ręką i z przyspieszonym biciem serca będzie wertował te ogłoszenia, będzie szukał codziennie i z dnia na dzień na innych i z dnia na dzień na co raz większej ilości bardziej i mniej znanych stron. Nadejdzie też taki moment, że sam doda bezpłatne ogłoszenia w dziale: praca-szukam pracy. I tak będzie czekał i czekał na odzew, no bo przecież umieścił już ogłoszenie, no bo co jeszcze może zrobić. A w tamtym tygodniu był przecież w zatrudniaku i stał 2 godziny, żeby listę podpisać, no a potem poszedł zobaczyć, czy wiszą jakieś nowe oferty, ale teraz takie czasy, że nie potrzebują z wyższym. Teraz potrzebują z zawodowym. No i co z tego, że zna matematykę na poziomie akademickim jak nie wie, jak kielnię trzymać. Poczeka jeszcze pół roku – tak do wiosny. Jak nic nie znajdzie – wyjedzie. Pieniędzy nie ma, ale zobowiązań na szczęście też. Teraz, jak będzie pisał CV, nie zapomni dodać, że jest mobilny i gotowy do częstych wyjazdów służbowych. Nawet do zmiany miejsca zamieszkania.