Jak zimą uniknąć przybierania na wadze?
Ćwicz – i nie wierz, że słodycze i inne smakołyki pomogą ci przetrwać ponure, zimowe miesiące.
Gdy kilka dni temu wyszedłem na spacer, wpadłem jak śliwka w kompot. Popołudnie było bardzo słoneczne, gdy wchodziłem w głąb lasu, jak przeważnie podążając wyraźnie oznakowanym szlakiem – a ciemne i mroźne, gdy przyszło mi wracać. Przez ostateczną godzinę marszu nieustannie się o coś potykałem, nie mając sobie czym przyświecić poza małej latarki-czołówki. Kiedy wąski snop światła kierował się ku globu, nie byłem w stanie dostrzec znaków na drzewach. Gdy świeciłem na drzewa, nie widziałem przeszkód pod nogami. Byłem zdecydowany wołać o pomoc, jeśliby wyczerpała się bateria w latarce. Zanim trafiłem do lokalu, nie raz miałem ochotę cisnąć moje buty do uprawiania sportu do najbliższego rowu.
Spora większość osób nie jest z całą pewnością aż tak głupia. Ale niezależnie od tego, jaki wysokie masz IQ, zima to ciężka pora dla dbających o formę. Ciemność i deszcz zmuszają cię do konwersji roweru na komunikację miejską. Błoto powoduje, że jogging staje się nie lada przeżyciem. Deszcz ze śniegiem zamienia właściwie każdy spacer w lodowaty prysznic. Siłownie jak przeważnie pełne są spoconych narcyzów. Ani się obejrzysz, a siedzisz w domu, zajadasz ciasteczka i zastanawiasz się, czemu nagle nie dopinają inni ludzie się spodnie.
Ile kilogramów dodajemy sobie zimą? Najpierw wiadomości dobre. Prawdopodobnie nie jest to 2-4 kilo, których się spodziewamy. – To tylko miejska legenda – mówi dietetyk Lucy Jones. Badania prowadzone w Stany Zjednoczone – których mieszkańcy muszą się zmierzyć ze Świętem Dziękczynienia i zaraz potem Bożym Narodzeniem – szacują średni zimowy przybór wagi na jakieś pół kilograma. Mniej niż co dziesiątej osobie przybywa ponad 2,pięć kilo.
A wieści złe? – W przyszłości tych kilogramów nie zrzucasz – ostrzega Jones – i właśnie dlatego ludzie tyją z roku na rok. Poprzez 10 lub 20 lat uzbiera się kilka ładnych kilo.
Na pewno nie sama bezczynność stanowi problem. Wraz z nadejściem zimy zaczynamy się całkiem inaczej odżywiać, tłumacząc sobie, że skoro na dworze jest zimno, a my potrzebujemy dodatkowej porcji energii, możemy sobie pozwolić na więcej radości. Niestety – według Jones oraz Sian Porter (innej dietetyczki, z którą się konsultowałem mając nadzieję, że może Jones kłamie…) sami siebie wyłącznie oszukujemy. To prawda, mówią, członkowie ekspedycji arktycznych mogą de fakto spalić dziennie 5-8 tysięcy kalorii. Niemniej jednak zwyczajny człowiek potrzebuje wyłącznie 2,5 tysiąca kalorii. Nadmiar kalorii spalisz też trzęsąc się z zimna, rąbiąc na dworze drwa albo wykonując inne, równie męczące zajęcia. Ale, jak zwraca uwagę Porter, „o ile wychodzisz na dwór zakutany od stóp do głów, jest inni ludzie ciepło i się nie ruszasz, możesz nie spalić żadnych nadliczbowych kalorii”.
Ze stuprocentową pewnością są jakieś plusy? Czyż tłuszcz nie izoluje od zimna? Obawiam się, że mam kolejne złe nowiny. Morsy ma możliwość i potrzebują grubej warstwy tłuszczu, który chroni je podczas mrozu, ale u osób nadmiar takiej izolacji znaczy poważne ryzyko dla zdrowia. – Lepiej ażeby było – sugeruje delikatnie Jones – ubrać się na cebulkę.
Jak więc uniknąć zimowych kilogramów? żadna osoba nie sugeruje, aby przy każdym posiłku skubać sałatki, w trakcie gdy kobiety i mężczyźni inni objadają się schabowymi. – Nie chcemy być malkontentami – mówi Porter. – Jeśli wiesz, że czeka cię wyjście i bardzo dobry, suty poczęstunek, to zjedz nieco mniej przed rozstrzygnięciem albo po powrocie. To coś w stylu samoregulacji.