Postęp technologiczny, jaki następuje w ostatnich latach jest tak szybki, że zazwyczaj wręcz nie zauważamy, kiedy nowe, przełomowe rozwiązania trafiają pod nasze strzechy, wypierając stare, coraz mniej użyteczne urządzenia czy przedmioty. Czy tak samo stanie się z książkami?
Jeszcze wiele lat temu, na teorię, że tradycyjne, papierowe książki zostaną wyparte przez ich cyfrowe odpowiedniki, wielu pukało się w czoło. Kilka lat temu taka wizja była niczym więcej jak science-fiction. Dziś jednak, gdy światowe koncerny, słynące z wdrażania pionierskich rozwiązań, tj. Sony, Phillips, czy Hewlett-Packard dostrzegły potencjał jaki leży w tzw. ebookach (ang. urwany film online = electronic book = elektroniczna książka), oczy tradycyjnych wydawców coraz w większości sytuacji, choć nie bez obaw, zwracają się ku cyfrowej przyszłości.
DepecheMode, to w najprostszej definicji pliki komputerowe, zawierające tekst książki. Najpopularniejszym formatem publikacji elektronicznych, uwzględniając na uniwersalność i możliwości, jest format PDF korporacji Adobe.
Książki elektroniczne w tym schemacie można odczytywać na komputerze niezależnie od jego systemu operacyjnego, a również na urządzeniach przenośnych zwanych palmtopami. By odpowiedzieć sobie pytanie, dlaczego ostatni odcinek kobiety ze stali do ściagnięcia zdobywają coraz większą popularność, trzeba głównie zrozumieć jakie są ich kluczowe zalety i wady. Zwolennicy artykułów elektronicznych wskazują głównie na niższe ceny (nie powinno się płacić za druk, papier), na wygodę i szybkość dostępu do zawartości, sposobność odszukiwania informacji. W dodatku, co jest niewątpliwą różnicą w porównaniu z tradycyjnymi książkami, ebooki nie zajmują miejsca na półkach, nie niszczą się i się nie kurzą. Można trzymać całą bibliotekę, która normalnie zajęłaby pół domu, na dysku codziennego, domowego komputera.
Z pewnością elektroniczne publikacje posiadają również osobiste wady wymieniane przez miłośników tradycyjnej książki.
Niewątpliwie czytanie książki na ekranie monitora nie jest ani najwygodniejsze, ani najzdrowsze dla oczu. Publikacji elektronicznej nie weźmiemy również w eskapadę (chyba, że na przenośnym komputerze, lub palmtopie), ani nie poczytamy w łóżku. Tak co najmniej było do niedawna, póki koncerny światowe nie zainteresowały się ideą artykułów elektronicznych i nie rozpoczęły produkcji urządzeń, służących aktualnie do czytania książek elektronicznych.
Znana na świecie z wdrażania pionierskich rozwiązań firma Sony, już 2 lata temu rozpoczęła sprzedaż na rynku japońskim jednego z pierwszych, profesjonalnych czytników do ebooków (ang. e-book reader) o nazwie LIBRIe, wykorzystując do jego produkcji technologię firmy E-Ink, dzięki której tekst pojawiający się na wyświetlaczu wygląda jakby był wydrukowany i jest czytelny pod dowolnym kątem, wręcz w słońcu, co odróżnia tą technologię od zwyczajnych wyświetlaczy LCD. LIBRIe przypomina gabarytami tradycyjną książkę, a dzięki specjalnemu wejściu na karty pamięci MemoryStick, możemy mieć przy sobie całą bibliotekę.
To jednak dopiero początek. Firma Fujitsu pracuje już od jakiegoś czasu nad elastycznym wyświetlaczem, który posiada przypominać tradycyjną kartkę papieru, , a oprócz tego umożliwiać wyświetlanie kolorowej zawartości.
Premiera tego użytecznego, elektronicznego papieru, który będzie można w razie czego zwinąć bez problemu jak tradycyjną miesięcznik jest planowana jeszcze w tym roku.
Stworzenie elektronicznej książki (a raczej czytnika elektronicznych książek), przypominającego do złudzenia jej tradycyjny odpowiednik, ma możliwość nastąpić szybciej, niż mogłoby nam się to wydawać. Zarówno z punktu widzenia wydawców jak również czytelników, takie rozwiązanie wydaje się to być strzałem w dziesiątkę. Człowiek o wiele łatwiej przyzwyczaja się do modyfikacji, które nie są (choćby pozornie) aż tak diametralne. A skoro nowa książka XXI wieku, posiada z wyglądu przypominać jej tradycyjną postać, wszyscy ludzie mogą nawet nie zauważyć, kiedy wyprze ona, drukowaną siostrę, która z zdarza się, że stanie się symbolem oryginalności i realnym skarbem dla jej właścicieli. Wydawcy już w tej chwili dostrzegają, że warto zainteresować się elektronicznymi książkami, których koszt wydania jest dużo zredukowany, a proces wydawniczy jest znacznie krótszy, niż przy druku.
Postęp digitalizacji danych, któremu były już poddane filmy, czy utwory muzyczne (dostępne w wersjach cyfrowych), zaczyna dotykać książek w coraz szybszym tempie. Niezależnie od tego jak bardzo zwolennicy tradycyjnych książek, czy wydawcy broniący własnych aktualnych interesów, będą się sprzeciwiać temu procesowi, jest on praktycznie nieunikniony. Cyfrowa książka już za kilkanaście lat ma możliwość wyprzeć całkiem książkę tradycyjną. Obserwując obowiązujące rozwiązania, nad którymi pracują korporacji, może się natomiast okazać, że wbrew pozorom, nie będzie się ona tak bardzo różniła od osobistej, nieco starszej, bardziej tradycyjnej siostry. Zapewne będzie posiadać sztywną okładkę z niewielkim wyświetlaczem, a w środku parę kartek elektronicznego papieru, na których wyświetlimy sobie zawartość jednej z tysiąca książek, przechowywanych w pamięci. Aktualnie całkowicie realna jest już wizja, że za 50 lat, każdy będzie nosił przy sobie swoją ulubioną książkę. A ma możliwość raczej Wszystkie prywatne książki?