W dzisiejszych czasach Polacy coraz to częściej przekonują się do finansowania projektów długoterminowych, z których profity jednak nie zawsze są pewne. Takie poczynania w języku specjalistów nazywane jest private equity i odnosi się do inwestowania w działania i inwestycje (zwykle budowlane lub powiązane z branżą informatyczną), które w przyszłości mają zapewnić nam spory udział w wartości finalnej kapitału. Jednym z rodzai takich inwestycji, która charakteryzuje się najwyższym stopniem ryzyka jest private equity venture capital, który wprawdzie wśród Polaków wciąż nie ma zbyt dużej rzeszy odbiorców. Na takie inwestowanie decydują się prędzej firmy o średnim kapitale, którym włożenie w projekt kilkuset tysięcy złotych nie przyniesie większej straty w razie upadku owego projektu. Mniejsze spółki oraz osoby prywatne wolą zdecydowanie mniej zyskowne, ale w wyższym stopniu bezpieczne inwestycje alternatywne, które choć nie przynoszą gigantycznych dochodów, to jednak wiecznie gwarantują stuprocentowy zysk. Czy Polacy przekonają się w najbliższym czasie do private equity – pokażą kolejne miesiące.
Archiwa tagu: zyski
Mój tata wystawił swój biznes na sprzedaż – czy znajdą się chętni?
O tym, że wystawił swój biznes na sprzedaż dowiedziałem się dopiero wczoraj przy śniadaniu. Przyznam, że mnie to zdziwiło. Byłem przekonany, że będzie go miał do końca swoich dni – przejął go w końcu po swoim ojcu a moim dziadku, a ja nie byłem chętny na kolejne przejęcie w myśl tradycji rodzinnej. Wielokrotnie mówił, że w takim wypadku on nie wie czy jest sensownym dalej rozwijać firmę, ale spodziewałem się, że mówi tu dokładnie o rozwoju firmy, łożeniu pieniędzy w coś, co może nie mieć niedługo dyrektora, bo ojcu zdorwie nie dopisywało, a ja jestem jedynym dzieckiem. Nie ma też zaufanych znajomych których mógłby mianować na dyrektora firmy. Nie ma też przyjaciół,którzy mieliby ochotę na taki zasczyt.
Wczoraj jednak stało się – biznes na sprzedaż i już. On stwierdził, że nie posiada już zdrowia do kłócenia się o niskie stawki w hurtowniach, nie chce mu się również kłócić z urzędami ni walczyć o rynek, gdzie jest pełno konkurencji – zwłaszcza z Chin. Z chińszczyzną swoją drogą walczył już długi czas . Naturalnie – bez rezultatu. Miał wielu klientów, którzy nadal wolą coś zrobione profesjonalnie od tandety, ale rynek nabywców się nie powiększał. Teraz większość osób przedkłada jednakże cenę nad jakość, a ojciec nie był w stanie już bardziej zaniżyć ceny, gdyż byłby bardzo stratny. Już w tej chwili jego zyski nie są tak wysokie, jak dekadę temu, a co dopiero, gdyby jeszcze bardziej zaniżył ceny.
Widziałem już w cotygodniowej gazecie ogłoszenie, że „biznes na sprzedaż..” i tak dalej. Chyba dopiero wtedy tak naprawdę uwierzyłem, iż on to zamierza zrobić. Przyznam, że trochę mnie to martwi. Ojciec ma naturę furiata – pracusia. Nie widzę go w domowych kapciach przed telewizorem. Co on zamierza robić bez pracy ? Wnuków nie posiada i jeszcze długo mieć nie będzie, z mamą się dogadują, ale ile wytrzyma wyłącznie z mamą ? Wszyscy jego znajomi i przyjaciele nadal pracują i nie będą jeszcze długi czas mieli dla niego czasu… Tak dumam, że w domu będzie teraz niezły bajzel z jego nadaktywnością (którą swoją drogą odziedziczyłem z nadwyżką). Będziemy musieli znosić nowe remonty i poprawki, naprawianie i udoskonalenia. Tak było, kiedy raz zachorował i musial zostać w domu. Oczywiście wytrzymał w łóżku dzień i poleciał coś naprawiać
Teraz na bank będzie tak samo, oj na pewno…
Zamierzam do naszego pisma wstawić ogłoszenia biznesowe – co o tym sądzicie?
Oczywiście wszystko co nowe trzeba mocno umotywować, tak więc moja propozycja jest umotywowana w następujący sposób J
Ogłoszenia biznesowe mogą stanowić przyszłość dla naszego czasopisma, które ostatnio nie znajduje nowych nabywców wśród branży, dla której jest rozpowszechniane. Nawet gorzej – sprzedaż stopniowo spada a zrobione ankiety mówią o tym, iż jest to spowodowane brakiem ogłoszeń biznesowych, dzięki którym nasi czytelnicy mogliby kontaktować się ze sobą i prowadzić różnego gatunku transakcje jak również realizować swoje idee. Jak wiadomo bowiem – nasze wydawnictwo od początku celowało w rynek osób młodych i twórczych, które chciałyby otworzyć swój pierwszy biznes lub zrealizować nowatorskie nierzadko koncepcje. Brakuje im jednakże kontaktów i środków. Początkowo nasze artykuły mówiły właśnie o tym, jak je zdobyć, niemniej coraz częściej to już nie starcza. Przydałby się wspólnik…
Ogłoszenia biznesowe mogłyby rozwiązać to zagadnienie – dzięki nim czytelnicy daliby radę kontaktować się między sobą, wymieniać pomysłami i namiarami, a nie tylko czytać o tym, jak coś takiego zrealizować. Nierzadko są nawet fundusze i wszystkie potrzebne papierki, ale wciąż potrzeba osoby, która mogłaby w tym wszystkim dopomóc. Taką osobę można mieć wśród rodziny i znajomych,ale niekoniecznie. Niektórzy pożytkują naprawdę dużo czasu na to, by odnaleźć zaufaną osobę do otworzenia wspólnego biznesu. Dajmy im możliwość na wcześniejsze poznanie się !
Wszystkie te argumenty uważam za początek do dyskusji o wprowadzeniu działu, gdzie mogłyby się znaleźć ogłoszenia biznesowe. Sądze, że będzie to spory krok w historii naszego czasopisma, który pozwoli nam zdobyć nowych i wiernych czytelników ,jak również rozszerzyć ofertę prenumeraty. Dodatkowe pieniądze moglibyśmy osiągnąć z pobierania odpłatności za konkretne ogłoszenia, podkreślenia i zdobienia.Jest to i tak konieczność, jeżeli chcielibyśmy wprowadzić podobne udogodnienia bez podnoszenia ceny czasopisma, ale można również wprowadzić coś bonusowego, co przyciągnęłoby potencjalnych czytelników.
Inną propozycją, którą mam zamiar uskutecznić w innym liście byłoby wprowadzenie rubryki młodzieżowej w której można by objaśniać zagadnienia biznesowe i inwestycyjne młodzieży licealnej. Udowodnie też iż jest na to zbyt.
Mój spólnik zawalił sprawę – sprzedam spółkę i to szybko!
Sprzedam spółkę, ponieważ nie mam obecnie żadnych funduszy. Mój spólnik mnie kompletnie wyrolował!
Wszystko rozpoczęło się już w dniu jego poznania, chociaż wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem. Poszukiwałem wspólnika do prowadzenia biznesu, bo sam nie byłem w stanie tego ogarnąć. Firma rozwijała się bardzo szybko. Mieliśmy mnóstwo zleceń, zyski były doprawdy zdumiewające. Zaoszczędziłem naprawdę dużą sumkę i nagle wyszło na to, że może być więcej pieniędzy, ale potrzebna jest mi osoba, która pomoże to poprowadzić.
Zamieściłem stosowne ogłoszenie gdzie tylko mogłem. W prasie, w internecie.. Na każdym większym portalu wisiało moje ogłoszenie i dramatyczne wołanie o pomoc. Na telefony nie musiałem czekać długo, ale ich nadawcy za każdym razem byli jacyś tacy… Nazbyt poważni, aż do dziwactwa lub odwrotnie- kompletnie wyluzowani. Bez żadnego doświadczenia lub z fenomenalnym doświadczeniem, niemniej nie chcieli pracować za tę stawkę, jaką im mogłem zaproponować. Zawsze mimo wszystko było to dla nich niewiele..
Aż w końcu zadzwonił on – świetne referencje, umiarkowany staż i doświadczenie. Poszukiwał pracy za minimalną kwotę, byleby pracować nadal w zgodzie z wykształceniem. Nie zwróciło to na ten czas mojej uwagi, ponieważ byłem zaaferowany jego osobą. Nadawaliśmy niemalże na tych samych falach, świetnie się uzupełnialiśmy. Szybko podpisałem z nim umowę o pracę, pomogłem znaleźć mu mieszkanie i prędko zaczęliśmy nakręcać firmę na coraz większe dochody.
Po roku owocnej współpracy zacząłem dostrzegać, że coś jednak się nie zgadza. Zyski po pierwszym półroczu się unormowały i już nie wzrastały, niemniej ekipa pracowała coraz dłużej. Tak jakby zamówień było więcej, aniżeli w rzeczywistości..
Przejrzałem dokładniej zamówienia i faktury – wszystko było w porządku. Zacząłem się jednak przyglądać uważnie współpracownikom. Wyszło na to, ku mojemu zdumieniu, że dograna i zaufana kadra znalazła się zupełnie pod rządami mojego wspólnika! Uwierzyła mu w historyjkę, że zamierzam sprzedać całą spółkę a ich wyrzucić na ulicę, dlatego za moimi plecami zaczęli odsprzedawać konkurencji moje produkty za grosze i dzielić się zyskami !
Dalej wszystko poszło błyskawicznie – wyrzuciłem na ulicę niemalże wszystkich, lecz wspólnika nie mogłem. Pozostała tylko jedna furtka – sprzedanie całości spółki. Sprzedam spółkę-tanio.Sprzedam spółkę-z bólem serca…
Obecne oferty inwestycyjne kompletnie nie wpadły mi w oko.
Co to za oferty inwestycyjne w ogóle mają być ? Łożenie w zakład fryzjerski ? A może w biznes kosmetyczny ? Czy Ci ludzie są niepoważni ?! Oferty inwestycyjne to poważne projekty i solidne fabryki. To łożenie pieniędzy w nowe wynalazki, konspekty i udogodnienia, a nie w odżywki do włosów i pilniki.
Najgorszej est to, że to się zwiększa. Generalnie nie ma się czemu dziwić – poszło tyle kasy na szkolenia z Unii, że jeśli ktoś może, to się szkoli. Przez to pojawiła nam się grupa przeszkolonych kosmetyczek, fryzjerek i różnych pań od usług, które niefortunnie nie mają w ogóle kapitału, by otworzyć coś swojego, a nie każda załapie się na pracę u kogoś. Poza tym własny biznes to w sumie własny biznes,a nie pracowanie u obcych. W związku z tym wpadły na pomysł, żeby zamieszczać w tym dziale swoje ogłoszenia i dzięki temu odnaleźć wspólnika do obdzielenia się kosztami lub kogoś, kto chciałby łożyć pieniądze w ich niewielki biznes.Moim zdaniem szybko kogoś takiego nie znajdą – znacznie łatwiej jest znaleźć wspólnika lub wspólniczkę i razem brać kredyty. Swoją drogą dział do szukania wspólników jest kompletnie w innym miejscu i nie mam pojęcia, skąd tu tyle ogłoszeń na ten temat. To może wyłącznie świadczyć o inteligencji i obtrzaskaniu na rynku pracy takich pań. Nie mam pojęcia czy ktoś taki w ogóle winien się brać za rozkręcanie własnej firmy i wydawania znacznych sum pieniędzy na coś, co przy takim talencie może paść szybciej, niż powstaje.
Oferty inwestycyjne najbardziej mi się kojarzą z ogłoszeniami, które były tutaj jeszcze rok temu – mieliśmy wtedy wybór wśród rozwijających się nowych przedsiębiorstw, akcji, obligacji albo łożenia w młodych i uzdolnionych studentów, którzy mogliby później dla nas albo na nasze konto pracować. A teraz ? Obecnie ofert jest znacznie mniej. Nie mam pojęcia, czy to młodzieży mniej czy porzucili studia, czy kryzys czy praca za granicą czy jak…
No w każdym razie w mojej opinii jest straszna posucha i chyba prędko nic tu dla siebie nie odnajdę, więc mam zamiar zrezygnować z subskrybowania tejże strony na pewien czas, aż wszystko się uspokoi. A jak się pogorszy, to nie będę miał tak naprawdę czego żałować, nieprawdaż ? Mam takie wrażenie, że nie będę jedną jednostką, która tak zrobi. Widziałem dużo opinii podobnych do mojej, tyle że inni posiadają jeszcze nadzieję na to, iż ta sytuacja jest tymczasowa i szybko znajdą się tu poraz kolejny takie ogłoszenia, jak niegdyś.
Chyba zbytnio pośpieszyłem się z moją inwestycją…
Chodziła mi po głowie całkiem dobra inwestycja. W sumie nie dostrzegałem w niej nic ryzykownego – ot zapewnianie opieki finansowej kilku młodym talentom, dzięki czemu później miałbym zaufanych i wyszkolonych pracowników. Moja inwestycja zachęciła kilka zawodówek i szybko odnaleźli mi u siebie dobrze rokujących uczniów. Zapoznali mnie z nimi – było to 10 młodych chłopaków z zacięciem mechanika. Zdecydowałem łożyć na ich wiedzę i doświadczenie. Robili bardzo pozytywne wrażenie.
Przez kolejne 4 lata z ich dziesiątki odpadła dwójka, ale uczciwie oddali mi wszystkie włożone w ich edukacje pieniądze, przez odrabianie na godziny pracy w moim zakładzie. Mało tego – okazali się być znakomitymi specjalistami, pomimo porzucenia szkoły. Dzięki nim kilku moich klientów postanowiło zostać stałymi i ich samochody są teraz naprawiane tylko przez tę dwójkę, na specjalne zamówienie. Naturalnie – za tę pracę otrzymują już wynagrodzenie.
Pozostała reszta zaś dobrnęła do końca szkoły i przyszła do mnie na pierwsze przeszkolenia. Już w czasie praktyk szkolnych miałem niemiłe spięcia z pewną dwójką, która wyraźnie trzymała razem. Oprócz tego jednak wszyscy byli doskonale przygotowani i wyuczeni, dlatego ich zatrudniłem.
Pierwsze spięcia zaczęły się po półroczu. Chłopcy poznali się bliżej i stworzyli odrębną od pozostałych pracowników grupkę. Ich umiejętności nie można było umniejszyć, jednakże zachowanie pozostawiało wiele do życzenia. Zakład przynosił zyski, niemniej kadra coraz bardziej była między sobą pokłócona i po pewnym czasie stwierdziłem, że tak dalej być nie może. Wezwałem ich na poważną rozmowę i powiedziałem, co myślałem. Zauważyłem, że jednemu z nich jest naprawdę głupio i zaraz po niej zaczął się bardziej przykładać do pracy, z kadrą jednak przestał utrzymywać jakiekolwiek stosunki. Z tamtymi chłopakami także.
Pozostali jednak nie zmienili swojego postępowania i po krótkim czasie, a było to kolejne półrocze, ze smutkiem, ale jednak, musiałem ich zwolnić. Wystawiłem im jednak pozytywne referencje, bo przy tych umiejętnościach im się to należało.
Inwestycja ta była więc nie tyle co nie trafiona, co obarczona dużym ryzykiem i ciut stratna – z 10 wyszkolonych pracowników pozostał mi jeden i dwóch dochodzących. Ktoś dostanie naprawdę dobrych pracowników za moje, generalnie, pieniądze.
Czy zainwestowałbyś w to,jak wyglądasz?
Mój kuzyn spytał się mnie ostatnio, pół żartem, pół serio, w którym momencie zainwestuje w końcu we fryzjera? Nie odebrałem tego serio i roześmiałem się z , jak mi się wydawało, niezłego żartu.
On pozostał jednak niewzruszony i załapałem, że pyta niestety poważnie. Obiecałem mu więc, że we fryzjera zainwestuje, tylko na co ?
Zostałem pozostawiony z tym pytaniem w samotności, bo on tylko zaśmiał się i wyszedł. Natchnęło mnie to do rozmyślań, czy wygląd może być naprawdę inwestycją. Na początku wydawało mi się, że nie, absolutnie – korzystniej jest inwestować w firmy, dobry biznes, spółki czy akcje. Z abstrakcyjnych, lecz istotnych rzeczy – we własną wiedzę, kontakty z ludźmi a nawet we własne zbawienie, jeśli ktoś jest osobą wierzącą. Ale co takiego mogłoby być w wyglądzie, żeby zaraz nazywać to inwestycją ?
W tamtej chwili rzuciła mi się w oczy nie czytana gazeta, na okładce której była naprawdę ładna kobieta. Na początku pomyślałem, jak dużo wysiłku musiało kosztować grafików jej poprawienie, niemniej przypomniałem sobie, że widziałem ją w telewizji i wyglądała tak samo, jak na okładce. Wtedy zrozumiałem, że jeżeli ktoś zarabia na siebie pokazując swoje ciało, to musi w nie inwestować : czas, wysiłek, pieniądze, leki, kosmetyki itp. , aby wyglądało jak najlepiej i aby uzyskać oczekiwany efekt. Niekiedy będzie to schudnięcie, aby być modelką, lub odwrotnie – utrzymanie znaczącej i odmiennej cechy, jak na przykład większego, ale kształtnego tyłka, za którym oglądają się tak samo mężczyźni, jak i kobiety.
Ale na co mnie jednak , biurokracie, taka inwestycja ? Po dłuższym przemyśleniu doszedłem do konkluzji,że po nic – cały dzień siedzę sam w biurze pomijając momenty, kiedy ktoś do mnie zajrzy z jakąś sprawą która nie może czekać. Jednakże z innej strony istnieje też coś takiego, jak życie prywatne. A nie czarujmy się – w nim bardzo ważną rzeczą jest również wygląd zewnętrzny. Kiedy więc pomyśleć nad tym wychodzi na to, że jeżeli zainwestuje teraz w swój wygląd zewnętrzny może się to wiązać z większym powodzeniem nie tylko u kobiet, ale wśród ludzi w ogóle. Wszak lubimy przebywać w towarzystwie ludzi ładnych, czyż nie ?
Mój barat te wnioski skwitował krótko aczkolwiek dobitnie : „W tym wieku mógłbyś się w końcu ogarnąć i zobaczyć, do jakiego stopnia się zapuściłeś”.
Zastanawia mnie,czy ktoś szuka wspólnika, aby otworzyć własny biznes.
Mówią,że w Internecie jest wszystko, ale są tam również osoby, które poszukują wspólnika,aby otworzyć swój biznes ? Oferty tego typu widziano ponoć w gazetach branżowych, do których jednak ja nie mam dojścia. Mam jednakże łącze internetowe i tam starałem się dotychczas wynajdywać ludzi. Okazało się jednak, iż nie jest to takie proste. Większość osób nie wyszukuje sobie wspólników wśród obcych osób, a jedynie wśrod takich znanych, zaufanych – rodziny, przyjaciół,nierzadko sąsiadów…
Ja jednak ufam, że jest ktoś, kto obawia się, że mógłby sam otworzyć jakiś biznes. Oferty, które widzi go nie uszczęśliwiają a zaufanych osób nie ma. Na razie jednak mam tylko takie przypuszczenia, bo samych ofert nie znalazłem. Nie wiem nawet gdzie mógłbym poszukiwać, ale staram się coś wydumać. Może w ofertach biznesowych stron poświęconych handlowi krajowemu i zagranicznemu ? Czy lepiej jednak poznawać się z ludźmi na forach dyskusyjnych poruszających tematykę mojego hipotetycznego biznes ? Oferty tam zamieszczane mogłyby mi niesamowicie pomóc, o ile tylko byłoby to to, czego poszukuję.
Z drugiej strony czy to jednak dobry pomysł wyszkukiwać kogoś w sieci ? Dużo się teraz mówi o oszustach tylko czychających na naszą kasę… Może jednak przełamać lody z rodziną i tam szukać wspólników ? Tylko że moja rodzina jest mała i bardzo skłócona. Poruszanie jakiejkolwiek kwesti wiąże się z dobrym przemyśleniem, kto teraz z kim jest skłócony i dlaczego. Czy dany temat warto poruszać, czy niekoniecznie. A może przejdę się do kogoś z propozycją a on będzie akurat skłócony z moją bliską rodziną i będzie chciał to wykorzystać, żeby nam zaszkodzić ? Wszystko jest wykonalne…
Samodzielnie nie mogę się tego podjąć, bo obowiązków jest za dużo, żebym był w stanie samodzielnie je udźwignąć a tym bardziej wszystkim zająć się profesjonalnie i dokładnie. Chciałbym jednak, żeby mi ktoś w tym pomógł. Dzięki temu mógłbym spokojnie spać w nocy i nie zamartwiać się o rzeczy, na które mam niewielki wpływ, ponieważ nie jestem w stanie być we wszystkich miejscach jednocześnie, prawda ? I co mam zrobić ? Brakuje mi jakiś kreatywnych pomysłów, umiejętności efektywnego rozwiązywania problemów. Przynajmniej dzięki kreatywnemu wspólnikowi mógłbym rozwiązać ten mankament mojej osobowości
Przydałby się ktoś, kto może wymyślić i wprowadzić w życie najmniej nawet prawdopodobne rzeczy.
W którym miejscu znajdziesz najlepsze nieruchomości ? „Floryda” pomoże Ci w ich odnalezieniu!
Obecnie mamy naprawdę duży rynek nieruchomości. „Floryda”, jako firma zajmująca się ich sprzedażą i wynajmem ma na nim naprawdę duże, bo blisko 20 letnie doświadczenie sięgające jeszcze okresów, kiedy kupowanie mieszkania było luksusem a nie, jak teraz, przymusem dostępnym jednak niemalże każdemu.
W swojej długiej historii spółka ta nie zawiodła nigdy swoich klientów. Mieszkania przez nich oddawane były zawsze warte swej ceny, najczęściej luksusowej jakości oraz nowoczesne do takiego stopnia, na ile zezwalały kolejne lata działalności. Były to najczęściej nowe osiedla w dużych polskich miastach, firma ta ma bowiem swoje oddziały w prawie całej Polsce. Nigdy nie słyszałem o tym, aby sprzedała jakieś lewe czy niedokończone nieruchomości. „Floryda” kojarzy mi się od zawsze z solidnością i pewnością. Poza tym bardzo polubiłem pracujące tam panie – gdy oprowadzały po tych wszystkich mieszkaniach potrafiły pokazać nie tylko ich niewątpliwe zalety, lecz również zwrócić uwagę na takie, które mogą, ale nie muszą, być wadą dla potencjalnych nabywców. Dzięki temu zyskiwali kolejnych klientów, szczerość bowiem u nich plusuje – każde mieszkanie, które dla kogoś ma za dużo minusów dla innego okazuje się być takim, o którym śnił.
Ciekawostką jest pochodzenie tej firmy od nieruchomości. „Floryda” jest bowiem dosyć oryginalną nazwą jak na developera. Wywodzi się jednakże z pierwszych sprzedawanych mieszkań, które znajdowały się właśnie na Florydzie. Wielu rodaków wyjechało tam, gdy tylko mogli i szukali mieszkań. Przez nieznajomość języka i kruczków prawnych nie było to takie proste, więc zaraz powstała spółka, która im w tym wszystkim pomagała. Mnóstwo osób wciąż kojarzy ją jako spółkę, która wyszukiwała mieszkań za granicą i telefonują do nich, kiedy jadą do Anglii czy Holandii. Nie działa to jednakże w taki sposób, a i z samej Florydy firma usunęła się blisko 5 lat temu, kiedy zainteresowanie wyjazdami w tamte strony nagle spadło. Nie mają teraz praktycznie dla kogo szukać, choć jeżeli pojawi się jakiś zdeterminowany klient, to obdzwaniają stare kontakty J
Mógłbym poręczyć za szefa tej firmy – jest naprawdę konkretnym biznesmenem, uczciwym i kochającym dokładność, przez co nie ma szans na to, że o czymś dowiemy się już po kupnie lub niespodziewanie pojawią się jakieś niedopracowane formalności.
Czy ktoś kiedyś wpakował się, zupełnie jak ja, we franchising?
Niestety muszę przyznać, że był to zły pomysł.
Myślałem otworzyć własny, osobisty biznes. Nauczony złymi doświadczeniami mojego ojca zdecydowałem nie robić jego błędu i nie dzielić się z nikim ani udziałami, ni pomysłem ani niczym innym, co jest z tym związane…
Problemy pojawiały się jednakże od samego początku. Rozpoczęło się od tego, iż brakowało mi pieniędzy na rozpoczęcie firmy, bo koszta okazały się o wiele wyższe, niż zakładałem. Nie sądziłem,że towary które zamierzałem zakupić będą aż tak drogie. Okazało się jednak, że od chwili, kiedy wpadłem na ten zamysł ceny poszły drastycznie do góry i nie mogłem już sobie pozwolić na kupno wszystkiego, co było mi absolutnie potrzebne.
Już wtedy mój kolega zasugerował, bym zastanowił się nad korzyściami, które w tej sytuacji da mi franchising. Odrzuciłem jednak jego sugestie niemal od razu – doskonale bowiem wiedziałem, że jeżeli chodzi o biznes i pieniądze najgorszym jest podzielić się z kimś swoimi udziałami. Od razu przestajesz być panem siebie i swoich planów…
Jednak nawet po zdobyciu gotówki problemy się nie skończyły. Nawet gorzej, bo pogłębiły się bardziej – brakowało pracowników a ja nie mogłem być w kilku miejscach na raz. Coraz bardziej potrzebowałem zaufanego wspólnika, który pomógłby mi to wszystko ogarnąć, żebym mógł nie tylko efektywnie prowadzić firmę, ale także tak po prostu po ludzku odpocząć niekiedy od pracy.
Ponownie odwiedził mnie kolega i spytał, czy wciąż uważam, że franchising to taki zły pomysł ? Niestety miałem wtedy moment zwątpienia i pozwoliłem sobie pokazać bogactwo możliwości i praktycznie same pozytywy tego, iż podzieliłbym się firmą i planami między innych ludzi. Wtedy stwierdziłem, że to jednak nie jest taki zły plan – można nie tylko rozłożyć pracę na parę osób, ale nawet pozyskać ich rady i idee. Co dla zupełnego świeżaka jest rzeczą wyjątkowo cenną.
Jednak prędko moje entuzjastyczne nastawienie zostało zgaszone przez wspólników, których wynalazł mi znajomy. Łagodnie mówiąc – nie byli zachwyceni moją działalnością i doradzali głównie rozwiązaniem wszystkiego i rozpoczęciem jeszcze raz od nowa. Z ich udziałem, naturalnie.
Spokojnie podziękowałem i nabrałem pewności, iż franchising to jednak nie dla mnie. Wolę robić wszystko sam i po swojemu.